poniedziałek, 24 lutego 2014

Muzyka z anime - co mnie ostatnio kręci?

Hej,

Pisałam ostatnio o Dragon Ballu, a że planuje wrócić też do innych starych, dobrych anime – jak np. ostatnio do Saint Saiya – to zaciekawiło mnie coś z nich, na co niekiedy zwracam uwagę a niekiedy w ogóle pomijam, tzn. na muzykę.

Mam swoje ulubione soundtracki z anime, uwielbiam wszystkie z Bleacha, a zwłaszcza 3 i te hiszpańskie brzmienie. Naruto, a przy nim cały OST do Shippudena – kto nie słyszał ten dużo traci. Lubię i te mocniejsze utwory, jak i lżejsze a przy smutnych naprawdę mam łzy w oczach.

Soundtrack do Code Geass jest dla mnie perłą niespotykaną, chociaż ostatnio odkryłam, że przesłuchałam tylko ten z pierwszego sezonu i muszę to nadrobić.^^

 


 


Z Sailor Moon uwielbiam melodie, a zwłaszcza openingi.

Na moje sympatię do niektórych utworów miał duży wpływ magazyn Kawaii, który ukazywał się kiedyś w Polsce i były do niego dodawane płyty z muzyką z anime. Skończyło się na tym, że słuchałam piosenek a w ogóle nie znałam anime, dodatkowo niekiedy muzyka była dla mnie ważniejsza. Wiele moich ulubionych openingów jest z anime, których na pewno nigdy nie zobaczę, bo po pierwszy odcinku mówiłam: nie, dziękuję. Może… never say never XD

I tak ostatnio zaczęłam pogłębiać temat muzyki do anime, bo po Code Geass zarzuciłam temat. Zajmowały mnie inne rzeczy itp., zresztą tak dużo nowych anime to ja nie oglądam. Oczekuje na jakiś nowy soundtrack do Naruto – ale chyba się nie doczekam, co jest dużym minusem -_-


Wpierw przesłuchałam sobie OST do Attack on Titan – anime, które zarazem lubię, zarazem nie lubię XD – ma świetny opening, ale ten pierwszy, drugi mnie odpycha (czemu go zmienili?! ;_;). Ale nie jest to to co ja lubię, ja lubię jak jest jakiś temat przewodni w muzyce, coś łączącego – może tam to jest a ja przegapiłam… Wiem, że po chyba 6 melodiach miałam dość, ma lepsze momenty, ale nie ma tej ciągłości co lubię.



I wtedy dotarłam do zestawienia top 10 muzyki do anime z 2012 roku, zrobione przez jakiego fana. To był początek, ten moment w którym stwierdziłam: trzeba lepiej ogarnąć temat. 




Pierwszą nutą w tym zestawieniu, na miejscu 10 (ja bym dała wyżej) była melodia z Katekyo Hitman Reborn. Po zdjęciu na filmiku na YT miałam wrażenie, że nigdy nie wiedziałam tego anime i jak mogłam przegapić tak świetne anime. Później się okazało, że niestety widziałam pierwszy odcinek, lub dwa pierwsze… Zazwyczaj daję drugą szansę czemuś. I tak, te anime nie przypadło mi do gustu. Po tym co widziałam, to miałam dość tego małego knypka – nie lubię małych postaci z czegokolwiek, które wiedzą więcej lub takich udają -_- Irytacja po prostu mnie wtedy napełnia i pękam. XD

Pod wpływem jednak muzyki mogę jednak wrócić i dać jeszcze jedną szansę temu czemuś… Głowy jednak nie dam sobie uciąć za to, bo się uprzedziłam do tego.

Ale muzyka!!! Muzyka jest niesamowita! W weekend przesłuchałam ¾ z niej i się zakochałam.


To dało mi impuls do znalezienia kompozytora tego oto OST, bo a nuż a może ma więcej takich perełek? I co się okazało, a ma ich i to sporo! Toshihiko Sahashi – bo o nim mowa – ma w swojej twórczości OST do takich anime jak: Full Metal Panic!, Mobile Suit Gundam SEED a co najważniejsze HunterxHunter <3 I tak naprawdę obejrzałam tylko HunterxHunter od niego, ale weekend spędziłam (jak tylko miałam czas) na słuchaniu innych soundtracków, do reszty anime z jego listy na Wikipedii. Facet ma niesamowity talent, jego kompozycje mają to coś co mówi, że to właśnie on jest. Może przez to, że są takie symfoniczne, nawet nie wiem jak to określić.





Dość, że wpierw zamiast przeczytać Full Metal Panic!, to przeczytałam Full Metal Alchemist i jak wpadłam na OST do tego drugiego, to siedziałam z takim: w ogóle nie brzmi jak to co słuchałam poprzednio O.O i byłam niezadowolona, dopóki nie poszłam do brata, żeby mu powiedzieć, że powinniśmy ogarnąć do końca Full Metal Alchemist (mangę całą przeczytałam) i olśniło mnie, że pomyliłam anime. I jak się okazało, OST do Full Metal Panic! ma to coś co kocham od niego, więc jestem w siódmym niebie! ^.^




Przejrzałam, a raczej przesłuchałam też kompozytora od Bleacha - Shirō Sagisu – który napisał muzykę do np. Neon Genesis Evangelion i Magi: The Labyrinth of Magic. Do Evangeliona jeszcze nie przesłuchałam (nawet nie obejrzałam tego anime), ale do Magi tak i chociaż lubię to anime, to jednak od muzyki boli mnie głowa. Nie przekonało mnie to do brnięcia dalej w dyskografię owego Pana.
(Do Evangeliona jednak przesłucham, na wszelki wypadek^^) 

I to jak na razie całość z moich ostatnich podróży po muzyce do anime.

Na końcu jeszcze wspomnę, że uwielbiam soundtrack do Dragon Balla, ale to się samo przez się rozumie. Nadal próbuje się przekonać do odsłuchania OST do One Piece, są momenty tam co lubię, ale jak na razie w całości mnie wkurzał. Bywa.



Pozdrawiam,
Agnieszka

Postępy w diecie - tydzień 1 :)

Hej!

Tak jak obiecałam, po tygodniu przychodzę do Was z wrażeniami co do nowej diety.
Z dumą mogę napisać, że schudłam przez tydzień 1,7kg, co jest świetnym wynikiem i wcale tego nic nie zapowiadało.
Niestety tak dobry wynik nie wynika z samej diety, dieta spowodowała, że waga mi spadła ale nie tak drastycznie. W ciągu tygodnia miałam spadki i wzrosty, a raczej duży wzrost po czwartku, ponieważ byłam w gościach a że po pracy, to też za późno zjadłam pewne bardzo kaloryczne potrawy i rano w piątek odkryłam ze zgrozą (było to do przewidzenia), że ważę więcej niż na początku tygodnia.
Jedno co wiedziałam, to to, że niestety, ale sama dieta mi nie pomoże w tym momencie. Od następnego miesiąca ruszam z pilatesem, ale 2 razy w tygodniu nie daje cudów, prawda?
I ten wzrost spowodował u mnie powrót motywacji do spacerów.
I to chyba głównie dzięki nim mogłam tyle schudnąć. Chociaż bez spacerów zauważyłam wyraźny spadek i kto wie, może bym zaliczyła pierwszy etap bez pomocy.



Po pierwszym tygodniu stwierdzam, że posiłki są mniejsze, ale różnorodne. Kiedy zobaczyłam pierwszy spadek to trochę nie dowierzałam, ponieważ miałam na śniadanie dwa razy kanapki z szynką. Nie jestem dotąd przekonana czy łączenie białka z węglowodanami właśnie nie powoduje tycia, a przynajmniej tak czytałam.
Moje posiłki to są: śniadania, drugie śniadania, obiad i kolacja. Na kolacje, jak i na drugie śniadanie są posiłki małe, np. na kolacje kanapka z dżemem truskawkowym i owoc.
Ze względu na to, że jedna kanapka nie daje za dużo energii, to zmieniłam to na około 4. Może zmniejsza to szybkość chudnięcia, ale jednak wolę nie cierpieć zbytnio podczas spacerów a później podczas pilatesa.



Jest jednak jeden minus, ale nie samej diety, tylko tego, że – tak jak uważam, jak to powinno wyglądać – to plan tygodniowy diety powinien być chyba inny od poprzedniego. Przynajmniej obiady, a nowo rozpisany mój plan wygląda identycznie jak poprzedni. Mam możliwość wymiany potraw i tak zrobię, ale… Jest to dość irytujące, wolałabym, bo za to płacę, aby jednak wyborem była ta możliwość a nie koniecznością. Właśnie dlatego zakupiłam abonament na wp.pl, żeby nie wpaść w monotonię jedzenia tego samego – bo najłatwiej – a tu takie rozczarowanie.
Jest tam napisane, że plan tygodniowy układa jakaś tam pani dietetyk, ale chyba używa do tego ctrl+C, co mi się nie podoba. Jak na razie jeden minus.



Spacery, tak jak raz pisałam, to u mnie około 7km, staram się iść szybkim tempem.
Z braku kondycji, bo dawno nie ćwiczyłam, naprawdę nieźle się męczę. W sobotę ledwo ruszałam nogami, a ruszyłam po południu bo wieczorem szliśmy do Filharmonii. Jak dotarłam do domu to nie mogłam się ruszać.^^ Może wreszcie uda mi się dojść do takiego poziomu kondycji żebym bez takich problemów dochodziła do Kabat, ale… W sobotę też było dość ciepło a ja za dużo ubrań założyłam na siebie i przez to jeszcze trudniej było mi oddychać. XD



Podsumowując tydzień:

5 dni* diety + 2xspaceru = 1,7kg mniej :D



*Czemu 5 a nie 6? Bo w niedzielę też byłam w gościach… Jedynie jestem dumna z tego, że udało mi się nie przejeść, a apetyt mam ogromny (dla przykładu, normalnie zjadam 10 naleśników – i się nie przejadam^^). Powstrzymałam siebie, jednakże zjadłam spaghetti -_- a potem ciasto -_- a potem jeszcze pierogi z serem -_- Cud, że nie przytyłam! XDD



Pozdrawiam :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Zaczynam znow dietę!

Hej!

Dzisiaj zaczęłam nową dietę.
Już o tym wspominałam w jednym wpisie, że chcę przejść na dietę wraz ze stroną wp.pl.
Tak też zrobiłam, wykupiłam abonament na 3 miesiące. Wybrałam dietę, bo trochę tam różnych rodzai jest i od dzisiaj już mam zaplanowany cały jadłospis na ten tydzień. 
Moim celem jest schudnięcie o te 4kg, wg obliczeń na stronie ma to mi zająć jakiś miesiąc, jednakże ja sądzę, że pójdzie szybciej, ponieważ inaczej będę miała posiłki, a raczej jest ich mniej.
Normalnie jadłam śniadanie, drugie śniadanie, potem lunch a potem jeszcze obiad w domu, a tutaj mam zamiast drugiego obiadu kolację, znacznie mniej kaloryczną. ;-)
Może też wreszcie zmotywuje mnie to do jedzenia różnych potraw, bo tak to jestem leniwa i lubię jeść co rano to samo i żeby w ogóle to coś nie zajmowało czasu. 
Dzisiaj miałam jogurt naturalny 0%, z bananem, kiwi i migdałami. Całkiem smaczne.

Postaram się w miarę możliwości opisywać co i jak zmienia się podczas tej diety u mnie.^^
Żeby tak się zapuścić -_- trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam :-)

wtorek, 11 lutego 2014

Pamiętniki Wampirów - moja opinia :)

Hej!

Zastanawiałam się nad tematem kolejnego wpisu. Mam parę pomysłów.^^

Dzisiaj czas na wpis poświęcony jednemu z seriali, które oglądam. Poprzednio opisałam parę i chyba wspomniałam o tym, którym zajmę się dzisiaj.

"Pamiętniki Wampirów"


Uwielbiam wszystko co ma sobie wątek nadnaturalny. Tak naprawdę to tylko takie seriale i filmy bym oglądała. Nawet w serialu "Jericho", który opisywałam na moim blogu, szukałam ciągle zombi.^^ Naprawdę. Czułam, że za rogiem musi być jakiś potwór i za każdym razem był to tylko człowiek, jaka szkoda!

Nie pamiętam jak dokładnie wpadłam na ten serial... Chyba po prostu o nim usłyszałam, bo w pewnym momencie był dość popularny i tak to się stało, że zaczęłam oglądać.

Jak na razie mamy 5 sezonów, a właściwie to jesteśmy w trakcie 5. Z czego, ja jestem na sezonie 4 bo zrobiłam sobie, chyba, roczną przerwę od oglądania.

Fabuła

Seriale opisuje perypetie młodej dziewczyny, Eleny Gilbert, która zostaje wplątana w gigantyczny konflikt wampirów z tego tylko powodu, że się narodziła. Mamy dwójkę przystojnych wampirów, braci, którzy razem z Eleną dzielnie walczą o przetrwanie z całą masę innych postaci, którzy raz giną a raz powstają ze zmarłych (wilkołaki i inne potwory). 

Głównym wątkiem spajającym wszystkie sezony (nie mam pojęcia jak to jest w 5, więc wybaczcie, ale wątpię, żeby coś się zmieniło) jest uczucie jakim darzą Elenę obaj panowie. 

Ja, oczywiście, jak zwykle kibicuję temu, który zbytnio nie ma szans, bo jest dupkiem.
Tak to już ze mną jest, niestety.

Jakie są moje odczucia?

Jest to przyjemny serial. Nie masz co robisz, siadasz i oglądasz. Lubisz romanse, siadasz i oglądasz. Jesteś nastolatkiem, a zwłaszcza dziewczyną - bierz się do oglądania! 
Mi za wiele nie potrzeba.
Jest parę fajnych postaci, jak Caroline Forbes, którą uwielbiam całościowo. Wreszcie ktoś faktycznie z jajem w serialu, nie dający sobą pomiatać.
Jest parę wkurzających postaci, jak sama Elena - w 4 sezonie przechodzi samą siebie, a zresztą aktorka ją grająca (Nina Dobrev) jest po prostu okropna. Jest śliczna i tyle. Jej głos, to jak się zachowuje, to wszystko mnie od niej odrzuca. A że jeszcze przez chyba 2 sezony lata podwójnie po ekranie, to już człowiek nie może wytrzymać XDD

Książka?

Sądząc, że książki muszą być lepsze niż seriale lub filmy zakupiłam dwa tomy.
Nigdy tak nie żałowałam wydanej kasy.
Nigdy też nie sądziłam, że serial może być 100 razy lepszy niż książka - tak kiczowaty serial!
A jednak tak właśnie jest.
Książka jest okropna, nie wiem jakim cudem to coś mogło być popularne.
Serial i książka różnią się jak niebo i ziemia, drugi tom jest tak po prostu absurdalny, że gdybym mogła to bym się porzygała od samego czytania, przepraszam, ale tak się czułam.

Nie polecam kompletnie książki, lepiej zostać przy serialu.


Jeśli lubisz romanse, ten serial jest dla Ciebie!
Jeśli lubisz Zmierzch, ten serial jest 100% dla Ciebie, chociaż nadal Damon nie nudzi się tak szybko jak Jackob^^ Pamiętnik Wampirów jest bardziej brutalny, krew się przez cały czas leje. Każdy chce wszystkich zabić, oprócz panny Eleny, która jest chodzącym aniołem.

Jestem team Damon, bo nie rozumiem jak można lubić Stefana... Jest chodzącą dobrą ciapą, może silną, ale jednak, jego teksty, wszystko to mnie od niego odpycha, a niestety jego najwięcej widzimy.

Hmm... jak teraz sobie przypominam, to właśnie zaczęłam oglądać ten serial z powodu Iana Somerhaldera, który gra Damona, ponieważ w Lostach miał swoją krótką rolę jako Boone - żałowałam, że tak krótką. I chciałam zobaczyć na ile mój żal był adekwatny do umiejętności scenicznych. Okazało się, że średnio.
 

środa, 5 lutego 2014

Dragon Ball

Hej!
Nie sądziłam, że kiedykolwiek o tym napiszę ani że kiedykolwiek jeszcze raz zasiądę przed ekranem aby towarzyszyć Goku w jego przygodach.^^
Szczerze, to po prostu nie chciałam psuć sobie moich wspomnień z dzieciństwa.
Inaczej się wtedy wszystko widzi.
Kiedy wróciłam do oglądania Sailor Moon to nie mogłam tego wytrzymać, było to za nudne. Bałam się, że to samo będzie kiedy wrócę do Dragon Balla.

Ku mojemu zdziwieniu tak się nie stało.
Kiedy byłam mała oglądałam tą serię w polskiej telewizji, była to francuska wersja z lektorem polskim. Raz tylko obejrzałam odcinek w wersji oryginalnej po japońsku - było to bolesne przeżycie. Niestety, ale japońscy aktorzy dla mnie brzmią tragicznie w Dragon Ballu, w innych anime jest ok, ale główna babka od Goku to istny ból uszu. Nie wiem jak można to wytrzymać - no jak się było dzieckiem to pewnie wszystko było można wytrzymać. Ja jednak dopiero niedawno sobie obejrzałam i powiedziałam: nie! Jednakże wpadłam na wersję amerykańską.
Ja nie cierpię amerykańskiego dubbingu, po prostu nie umiem wytrzymać go. Wyobraźcie sobie jak początki mego oglądania wyglądały, jednak z czasem polubiłam głosy aktorów amerykańskich.
Jeden z plusów to to, że faktycznie się przyłożyli i mam pełno różnych akcentów w całej serii, jak np. gościu z Turnieju który ogłasza kiedy zawodnicy mają wejść do budynku - świetny hinduski akcent! Odczuwa się to, jakby naprawdę tak to wyglądało i brzmiało!
Bulma już dla mnie nie istnieje z innym głosem, świetnie mi pasuje!
Mnóstwo pobocznych postaci ma świetne akcenty, można się w tym po prostu zatapiać i moim zdaniem pomaga w nauce angielskiego.

Co do samej fabuły. Z Dragon Ballem jest ten problem, że się dłuży. Walki są wydłużone, bohaterowie spędzają na omawianiu tego samego wiele minut itp. Jeśli chodzi o sam Dragon Ball, to tego nie odczuwałam. Byłam nawet zadowolona ze wszystkich interakcji bohaterów.
Jestem teraz na 79 odcinku Dragon Ball Z - i w tej serii mam kłopot, bo faktycznie straszna mnie ogarnia frustracja. Możliwe, że po prostu za dużo pamiętam aby tak czekać na rozwinięcie się akcji, ale aż chce się przesuwać do kolejnych scen a z drugiej strony może coś przegapię i tak w kółko. 
Dodatkowym minusem jest to, co często się zdarza, że w jednej scenie ktoś coś powiedział a w następnej już nikt tego nie pamięta. Po prostu szczytem tego było kiedy Goku znalazł się na treningu u Kami i Baba (albo ktoś inny, nie pamiętam dokładnie) mówi im o tym. Potem mamy parę scenek w których to Yamcha mówi chyba z 3 razy, że Goku jest u Kami, jedną, że Goku jest u Obrońcy Ziemi (nie wiem jak to było tłumaczone u nas) i za każdym razem wszyscy się dziwią! Żeby na końcu znowu się zdziwić jeszcze bardziej! Naprawdę, to było takie przegięcie.
Ostatnio za to powtórzyło się to w tym, że smok na planecie Namek może spełnić trzy życzenia, nasi bohaterowie po 10 odcinkach lub więcej zupełnie zapomnieli o tym i wyrazili te same zdziwienie. Głowa boli od tego.
Ale i tak to klasyka. I tak to uwielbiam. Kocham bohaterów, Vegeta jest przecudowny *.* A jeszcze w amerykańskiej wersji ma całkiem dobry głosy^^ Zresztą z tego co pamiętam to aktor podkładający głos pod Vegetę użycza swego głosu też Yamchy, Tienowi i Piccolo - boskie! I naprawdę nie słychać tego tak bardzo. Ja dopóki nie przeczytałam o tym to byłam nieświadoma.

Mam serię do oglądania z moim dziećmi w przyszłości :-)

Pozdrawiam :-)

wtorek, 4 lutego 2014

O zmianach, postanowieniach; metoda na stres

Hej!

Przez styczeń miałam sporo pomysłów na nowe wpisy, bo też parę rzeczy sobie kupiłam. Jednak nie wyszło mi to zbytnio, mam wpisy napisane i czekają na swoją kolej. Mam nawet zdjęcia, ale... Za każdym razem jak myślę, że mam je wstawić to po prostu mi się odechciewa.

Po raz pierwszy w życiu czuję, że coś mnie tak przytłacza. Od paru miesięcy wielokrotnie chciałam powrócić do zdrowego odżywiania i do spacerów, jednak wytrzymuje tak do 3 dni a potem znów wracam do tego co było. Przytłacza mnie to, bo wiem, że potrafię to zrobić - już wielokrotnie to sobie udowodniłam. Nie jadłam słodyczy na taką skalę jak teraz chyba od dwóch lat. Jestem niezadowolona z siebie.

Na początku stycznia wywróciłam wszystko do góry aby zmienić sam system, chodzi mi o to, żeby zrobić coś nowego. Zastanawiałam się czy to dlatego, że po prostu chce wszystko od razu. Chcę przejść na dietę i chodzić na spacery. Może jeśli powoli bym wprowadziła te zmiany to może by coś pomogło. Tak myślałam. Okazało się to nieskuteczne. Wytrzymałam tydzień (i tak lepiej!), a potem motywacja zniknęła i wolałam siedzieć w domu, a słodycze uśmiechały się do mnie. ;-)

Od października przytyłam 4kg, co jest strasznie frustrujące.
Nawet ostatnio zerknęłam sobie na stronę diety Dukana (wiem doskonale jak niezdrowa jest ta dieta), ponieważ stwierdziłam, że zmiany może coś dadzą - nie wiem, lepszą motywację, czy coś... Na stronie polskiej diety Dukana można sobie obliczyć ile zajmuje uzyskanie wymarzonej wagi na tej diecie.
Ja wiem, że to co mi wyszło pewnie miało mnie uszczęśliwić, jednakże kiedy ja chcę zrzucić 4kg, to nie wiem jak mi ma pomóc tekst: masz wagę idealną, nic nie musisz robić! Super >< Dziękuję za informację, napisałam, że wymarzona to mniejsza a i tak kalkulator wiedział swoje. Na co ja się jednak oburzam? Takie tam nic nie warte urządzenie, prawda?

Jednakże ja się nie poddałam, wpisałam w Google hasło "dieta" i zaczęłam przeglądać strony, szukając czegoś co mogłoby mi pomóc wrócić na prostą. Dieta dr Dąbrowskiej jest świetna, ale w zimę potrzebuje czegoś co będzie mnie rozgrzewać. Tak wpadłam na stronę o diecie na wp.pl.
3 miesiące rozpisanych posiłków kosztują 149zł, to nie jest drogo (mamy też inne bonusy).
Zważywszy, że wpierw chciałam pójść albo do Nature House albo do dietetyka i z pewnością koszty wyniosłyby mnie więcej a niestety kasy tak dużo nie mam. Jest to mój priorytet, ale nie taki aby wydać miesięcznie więcej niż 150zł.
Jak tylko dostanę kasę w tym miesiącu - ah te czekanie na 10 dzień miesiąca - to zapisuje się, mam nadzieję, że tym razem będzie lepiej. Wierzę w to i się upewniam sama codziennie.

Stosuje codziennie pozytywną afirmację, znów przeczytałam książkę Normana V. Peale - nigdy nie mam jej dość. Wpisałam najważniejsze rzeczy i stosuje je od trzech tygodni. Zwłaszcza aby nastawiać się pozytywnie na wszystko, pomogło mi to ostatnio kiedy kończyła mi się umowa w pracy. Nastawiłam się pozytywnie i wygrałam :) Teraz wiem, że to działa. 
Na czym polega taka pozytywna afirmacja?
Ja sobie napisałam zdania o sobie w które chcę uwierzyć, jak np. że mam silną wolę. I powtarzam je codziennie, nawet parę razy dziennie. Dodatkowo jednym z lepszych moim zdaniem jest zaczynanie dnia od powiedzenia sobie: jest śliczny dzień, wszystko uda mi się zrobić dzisiaj!
Nawet jak za oknem może być zamieć śnieżna ;-)
Powoli, ale w miarę jak się tak mówi do siebie to faktycznie widać różnicę.
Wszystko zależy od naszego nastawienia.
 ..................................................................................................................................................................

Jedną z lepszych rad, jaką można znaleźć w książce "Moc pozytywnego myślenia", zwłaszcza dla osób jak ja, które się wiecznie stresują, jest proces oczyszczania swojego umysłu. Można to robić raz dziennie a można też wiele razy, wg. autora powinno się to robić przed pójściem spać.
Wpierw oczyszczamy swój umysł powtarzając słowa: 
"Z pomocą Boga uwalniam teraz swój umysł od całego niepokoju, wszystkich lęków, całego poczucia niepewności." x5
I jak to powtarzamy, to najlepiej jest wyobrazić sobie ten proces oczyszczania, np. moim sposobem jest umywalka napełniona wodą z której wyciągam zatyczkę i patrzę jak woda spływa do dziurki. Można też wyobrażać sobie jak samemu się wyjmuje z głowy te niepotrzebne myśli i wyrzuca, zwłaszcza jak zaakcentujemy słowa: niepokój, lęk, poczucie niepewności.
Nie wiem czemu, ale zawsze w tym pierwszym etapie jeszcze bardziej się stresuję, więc jeśli będziecie się tak czuli - to znaczy, że to normalne, a jeśli nie, to super!
Duży tu wpływ mają na to same słowa, kiedy powtarzamy takie jak: niepokój no to mimowolnie wchodzimy w taki stan.
Kolejnym  etapem jest zapełnienie swojego umysłu, bo jak go oczyściliśmy to chcemy aby nie był pusty. ;-)
I tu powtarzamy:
"Teraz Bóg napełnia mój umysł odwagą, pokojem i spokojną pewnością. Bóg chroni mnie teraz od wszystkiego złego. Bóg chroni moich najbliższych od wszystkiego złego. Bóg prowadzi mnie ku właściwym decyzjom. Bóg przeprowadzi mnie przez sytuację" x5

Kiedy po raz pierwszy użyłam tej metody, chyba jakieś 2 lata temu to podziałała. Byłam zestresowana, bo nie mogłam znaleźć pracy, powtarzanie tego co wieczór wyleczyło mnie z tego stresu, jednakże potem jak znalazłam pracę to przestałam używać tej metody.
Od 3 tygodni ze mną jest i pomogło, przed tymi 3 tygodniami przychodziłam do pracy zdenerwowana - sama nie wiem czym, ale czułam się spięta. Kiedy zaczęłam stosować tą metodę to się rozluźniłam i już nie czuję tego co przedtem. A było kiepsko.

.....................................................................................................................................................................

Wracając jednak do zmian, jak już omówiłam w lutym przechodzę na dietę, a w marcu idę na pilates.
Zamawiam kartę MultiSport Plus, która jest dostępna u mnie w pracy i ruszam ćwiczyć.
W tym miesiącu kupuję strój do ćwiczeń, bo mój ostatni jest ze mną od 3-4 lat i nie wygląda za dobrze.^^ A ładna kolekcja strojów jest na stronie Tchibo, mam nadzieję, że do 10 lutego nie zostanie wszystko wyprzedane.

Przy wyborze zajęć miałam tylko możliwość pójść albo na pilates albo na jogę, ze względu na mój kręgosłup. Naprawdę chciałabym pójść na któreś z tych zajęć bardziej intensywnych... Tyle możliwości a ja się muszę ograniczać. Ale co zrobić... Wiem po pierwsze, że gdy z tym co mam pójdę na inne zajęcia to pewnie znów zacznie mnie boleć kręgosłup a do tego nadal mam strasznie spięte mięśnie i ostatnio jak byłam u mojej rehabilitantki to potem chyba z 5 dni mnie bolało. Co by dopiero było gdybym jeszcze bardziej napięła mięśnie ;-(

Czytelniku mojego bloga, weź sprawdź swój kręgosłup i najlepiej całej ciało u rehabilitanta a nie skacz na głęboką wodę nie znając swojego ciała. Chociaż bieganie wydaje się super, to 3/4 urazów mają ludzie, którzy biegają i to dlatego, że po prostu nie powinni byli tego robić!
A lepiej zapobiegać a nie leczyć.


Pozdrawiam :-)
Trzymajcie kciuki!